Blog SnowShow | Porady o nartach, snowboardzie i wyjazdach w Alpach

Rynek wyjazdów w Alpy oczami Michała Starkowskiego, właściciela snowshow.pl, największego polskiego organizatora wyjazdów w Alpy

Autor: SnowShow | Oct 9, 2026, 9:15:00 AM

Słońce, infrastruktura i setki kilometrów tras. Polska zostaje w tyle

Dziennikarz: Dzień dobry. Dlaczego na narty czy snowboard warto wybrać się w Alpy, a nie do polskiego kurortu albo na Chopok?

Michał Starkowski (właściciel SnowShow.pl): Dzień dobry. Przede wszystkim Alpy to prawdziwa mekka dla narciarzy i snowboardzistów. Mówimy o absolutnie najwyższym, światowym poziomie – największych ośrodkach, setkach kilometrów połączonych ze sobą tras i perfekcyjnej infrastrukturze. I dotyczy to wszystkiego: od nowoczesnych wyciągów, przez bazę noclegową i wypożyczalnie sprzętu, po bogatą ofertę gastronomiczną. Po kilku godzinach jazdy na stoku mamy do wyboru niezliczoną liczbę profesjonalnie przygotowanych górskich chat i restauracji.

W Polsce sytuacja wciąż wygląda inaczej. Oczywiście pojawiają się nowoczesne punkty, takie jak Szczyrk czy Jaworzyna Krynicka, gdzie infrastruktura mocno poszła do przodu, ale wciąż zderzamy się z podstawowymi problemami. Największym z nich jest brak śniegu i kapryśna pogoda – często zamiast zimowej aury mamy pluchę, deszcz i wichury. Do tego dochodzą ogromne kolejki do wyciągów, zwłaszcza w czasie ferii. W polskich realiach wiele rzeczy wciąż tworzy się nieco chałupniczo, mimo mojej miłości do oscypka: serek z grilla z żurawiną z chaty pamiętającej późnego Gierka za 32 zł to lekkie przegięcie.

O przewadze Alp decyduje również sama długość sezonu. W większości alpejskich kurortów jeździmy od początku grudnia, a we Francji warunki utrzymują się nawet do końca kwietnia. Są też miejsca operujące jeszcze dłużej. We Włoszech ten sezon bywa ciut krótszy, ale i tak jest na tyle długi i stabilny, że pozwala inwestorom na tworzenie biznesu na najwyższym, europejskim poziomie. Alpejskie bary i restauracje na stokach działają często również latem, dzięki czemu są stale doinwestowane i dopracowane w każdym detalu. W Polsce, przy tak krótkim i niepewnym sezonie, trudno o porównywalną skalę i jakość.

600 kilometrów wpiętych w jedne narty - alpejski standard płynności

Dziennikarz: No dobrze, ale ktoś mógłby powiedzieć: „Co z tego, że sezon jest dłuższy, a restauracje lepsze, skoro w wyjeździe narciarskim chodzi przede wszystkim o stoki i samą jazdę?”.

Michał Starkowski: Dokładnie! I to jest właśnie gwoździem programu – w Alpach mówimy o setkach kilometrów w pełni połączonych tras.

Nasz chyba ulubiony ośrodek, francuskie Trzy Doliny, gdzie jeździmy do Les Menuires, Orelle czy Val Thorens, to bezsprzecznie absolutny top ośrodków narciarskich świata. Mówimy o 600 kilometrach połączonych! tras, gdzie każda dolina ma swój unikalny klimat. Do tego dochodzą dziesiątki barów na stokach i ogromna baza hotelowa na kilkadziesiąt tysięcy miejsc. Ogromnym plusem we Francji jest to, że większość obiektów noclegowych leży bezpośrednio przy stoku – wychodzisz z budynku i od razu wpinasz się w narty. Nie trzeba nigdzie dojeżdżać skibusami. Wszystko jest pod ręką: wypożyczalnie, restauracje, sklepy. Francuzi mają świetny koncept zwany Front de Neige – to centralne miejsce w kurorcie, skupiające na wyciągnięcie ręki niemal wszystkie kluczowe usługi.

Do tego dochodzi kwestia płynności jazdy. Z centrów większości miejscowości ruszają nowoczesne, potężne gondole, a wyżej obsługują nas szybkie, bardzo przepustowe wyprzęgane kanapy. Dziś stanie w długich kolejkach w alpejskich kurortach to rzadkość. Kojarzę może dwie czy trzy miejscówki, gdzie w szczycie sezonu trzeba było poczekać 10–15 minut do pierwszej, dolnej gondoli, ale każda kolejna konstrukcja wyżej działała już zupełnie bez przestojów. A i te pierwsze wyciągi są stale modernizowane, bo francuskie kurorty pompują ogromne środki w infrastrukturę o najwyższej przepustowości.

Jeśli chodzi o inne kraje – we Włoszech potrafi być pod tym względem nieco gorzej, ale już w Austrii kolejki trafiają się wyjątkowo rzadko, na trasach jest luźniej i bezpieczniej. Bardzo gorąco polecam też Szwajcarię, a konkretnie Cztery Doliny z 412 km połączonych tras. To największy ośrodek narciarski w tym kraju, który – co może zaskoczyć – przy odpowiednim zaplanowaniu wyjazdu potrafi oferować naprawdę bardzo korzystne ceny. Dobry organizator skipass ma zawsze w cenie i załatwia genialne rabaty na spakietowany wyjazd.

Słoneczna Francja, ułożona Austria i gościnne Włochy. Jak zmieniają się preferencje Polaków?

Dziennikarz: No dobrze, a jak to wygląda w poszczególnych krajach? Pokutują u nas pewne utarte opinie: Austriacy są ponoć nudni jak flaki z olejem, Włosi nieustannie niezorganizowani, a Francuzi są niemili. Czy z takimi stereotypami wciąż mierzycie się w rozmowach z polskimi klientami?

Michał Starkowski: W tej kwestii w ostatnich latach bardzo dużo się zmieniło, choć w pewnych obiegowych opiniach kryje się ziarno prawdy.

Jeśli chodzi o Austrię, klienci doceniają tam perfekcyjne przygotowanie tras i niemieckojęzyczną precyzję, chociaż narzekają czasem na pogodę. W Austrii rzadziej bywa słonecznie, a częściej pochmurno, co ma jednak swój plus – niżej położone ośrodki są dzięki temu świetnie naśnieżone. W tym miejscu mam zresztą bardzo ważną radę dla narciarzy z Polski: w wysokim sezonie nie wybierajcie na siłę tych największych ośrodków z lodowcami. Szukajcie kameralnych, położonych nieco niżej kurortów. Zazwyczaj oferują znacznie lepszą pogodę, a w drugiej połowie stycznia czy w lutym śniegu i tak wszędzie jest tam pod dostatkiem.

Włochy i bałagan? Jeśli mam być szczery, z włoskim podejściem do organizacji pracuje nam się jako touroperatorowi dosyć ciężko. Mamy jednak swoich sprawdzonych, ulubionych partnerów, którzy są bardzo pomocni i poukładani. Z perspektywy turysty te niedociągnięcia giną jednak w tle – Polacy uwielbiają Włochy za niesamowitą gościnność, klimat i genialne jedzenie. Dodatkowo wśród naszych narciarzy i snowboardzistów panuje przekonanie – może nieco na wyrost – że to najbardziej słoneczny kraj w całych Alpach.

Prawda jest jednak taka, że absolutnie najlepszą pogodę, trasy i logistykę oferuje Francja. Aż 95% naszych obiektów we Francji usytuowanych jest w systemie ski-in/ski-out, czyli bezpośrednio przy stoku. To kapitalna opcja dla każdego, komu nie chce się codziennie maszerować z ciężkim sprzętem ani dojeżdżać skibusami. Wszystko masz pod ręką: wypożyczalnie ze świetnymi cenami – u nas komplety zaczynają się już od 75 euro za cały tydzień – a także sklepy i restauracje. Infrastruktura jest genialna, ale przede wszystkim to właśnie we Francji notuje się najwięcej słonecznych dni w Alpach. Co ciekawe, wiele tamtejszych resortów leży tak wysoko, że nawet przy gorszej aurze jeździ się po prostu powyżej linii chmur. Francuzi w ośrodkach narciarskich mówią już dobrze po angielsku i zależy im na polskich narciarzach i snowboardzistach (zwłaszcza w niższym sezonie).

Oczywiście we Francji pewną barierą psychologiczną bywa odległość. Nasze autokary jeżdżą jednak bardzo sprawnie – od polskiej granicy potrafimy dowieźć uczestników naszych wyjazdów na miejsce nawet w ok. 16 godzin. Dla ceniących czas mamy też bardzo rozbudowaną ofertę wyjazdów lotniczych, w których bierzemy całą logistykę na siebie: przelot, przewóz bagażu i sprzętu sportowego są w cenie. Kluczowy jest tu sprawny, bezpośredni transfer z lotniska do wybranego kurortu, bez zbędnych rozwózek turystów po sąsiednich dolinach.

Szwajcarski zegarek, rygorystyczne przepisy i surowe mandaty

Dziennikarz: Zapomniałem jeszcze o Szwajcarii – tam zapewne wszystko musi chodzić jak w szwajcarskim zegarku?

Michał Starkowski: Co ciekawe, nasz ulubiony szwajcarski ośrodek – a zarazem największy w tym kraju, czyli Cztery Doliny – pod wieloma względami stanowi świetną analogię do resortów francuskich. Mamy tam bardzo podobny model: zakwaterowanie z bezpośrednim wyjściem na stok, setki kilometrów świetnie ze sobą połączonych tras i doskonale przemyślaną logistykę. Można powiedzieć, że Cztery Doliny łączą w sobie to, co najlepsze we Francji, ze szwajcarską precyzją i dbałością o jakość.

Narciarska egzotyka. Od Bośni po studenckie budżety w Słowenii

Dziennikarz: Nie zapytałem Pana o Słowenię, a to przecież także kraj alpejski. Jak ten kierunek wygląda z perspektywy polskich narciarzy?

Michał Starkowski: Rzeczywiście, wyjazdy w ten rejon Słowenii są wciąż kierunkiem bardzo niszowym i na polskim rynku jest ich stosunkowo mało. W naszej ofercie organizujemy dwa takie wyjazdy w lutym. To propozycja dedykowana w szczególności młodym ludziom i studentom – przede wszystkim ze względu na niezwykle atrakcyjną cenę, co w tak wysokim sezonie, jakim są ferie studenckie, jest ewenementem na mapie alpejskich wyjazdów.

Dziennikarz: A co jeśli chodzi o większą egzotykę? Czy Polacy decydują się na narciarskie wyjazdy do innych państw alpejskich albo zupełnie poza Alpy?

Michał Starkowski: W samych Alpach skupiamy się głównie na tych kluczowych rynkach, ale jeśli szukamy czegoś spoza utartego schematu, Polacy coraz chętniej spoglądają na bardziej egzotyczne kierunki.

Oczywiście nie jest to jeszcze masowy ruch. Niewielka grupa narciarzy i snowboardzistów – szukająca głównie nowości i nietypowych wrażeń – wybiera wyjazdy do pirenejskiej Andory, Turcji czy Gruzji. To ciekawe propozycje, ale ciągle stanowią niszę.

W SnowShow mamy jednak w ofercie bardzo przemyślaną i popularną alternatywę: olimpijski ośrodek Jahorina w Bośni i Hercegowinie. Oferujemy tam kapitalny, czterogwiazdkowy hotel usytuowany bezpośrednio przy stoku. Nasi klienci mają do dyspozycji świetny standard, strefę basenową i genialne lokalne jedzenie. To fantastyczna opcja dla kogoś, kto chce połączyć dobrą jazdę na stoku z nieco odmienną kulturą, wysokim komfortem i bardzo rozsądnym budżetem.

Autem, autokarem czy samolotem? Pułapki rezerwacji na własną rękę

Dziennikarz: A jak wyglądają te poszczególne alpejskie kraje z punktu widzenia profilu klienta? Ile osób tam jeździ i dlaczego Polacy decydują się na konkretne kierunki?

Michał Starkowski: To bardzo ciekawe pytanie, bo każdy z tych rynków przyciąga zupełnie inny typ narciarza.

Do Austrii wyjeżdża rocznie kilkaset tysięcy Polaków, jednak w większości są to klienci indywidualni. Samodzielnie szukają zakwaterowania i karnetów na lokalnych stronach internetowych czy portalach rezerwacyjnych. To popularne rozwiązanie, ale ma dwie zasadnicze wady. Po pierwsze, takie wyjazdy bywają bardzo drogie. Po drugie – i o tym mało kto pamięta – rezerwując nocleg bezpośrednio, w wysokim sezonie jesteśmy narażeni na to, że hotel czy portal w każdej chwili może odwołać naszą rezerwację. Bardzo często rozmawiam z uczestnikami naszych wyjazdów, którzy kiedyś jeździli wyłącznie na własną rękę i nie doceniali, jak dużą ochronę daje polskie prawo turystyczne i wsparcie zaufanego touroperatora. Nacinali się na sytuacje, gdy hotel anulował im pobyt, kiedy byli już w drodze. Wtedy zaczynają się nerwowe telefony: „Wykombinujcie coś szybko, bo w całej dolinie wszystko jest zajęte!”.

Jeśli chodzi o biura podróży, niezwykle popularnym kierunkiem są Włochy, gdzie rocznie wyjeżdża około 100–200 tysięcy Polaków. W przypadku zorganizowanych wyjazdów jest to głównie klient rodzinny, szukający trzygwiazdkowego hotelu w rozsądnej cenie lub budżetowych apartamentów blisko stoku. Chciałbym jednak uczulić narciarzy, aby wybierali wyłącznie sprawdzonych organizatorów – takich, którzy posiadają wpis do rejestru marszałka województwa i gwarancję ubezpieczeniową. Niestety na rynku wciąż działają różne „biura-krzaki”, niewielkie kluby czy niezarejestrowani organizatorzy, którzy korzystają z nielegalnych przewoźników nieprzestrzegających chociażby przepisów o czasie pracy kierowców.

Najszybciej rozwijającym się segmentem jest natomiast Francja. Szacujemy, że rocznie wyjeżdża tam około 30–40 tysięcy Polaków – i nie ukrywam, że jako SnowShow posiadamy największy udział w tym rynku. Francję wybiera bardzo szeroki przekrój klientów: od młodzieży i grup znajomych, przez grupy narciarzy-emerytów, po rodziny z dziećmi. Wynika to z kapitalnego stosunku ceny do jakości. Oferty bywają niezwykle atrakcyjne cenowo – pakiet obejmujący zakwaterowanie przy stoku, transport i skipass potrafi kosztować od około 1800 zł za tydzień. Do Francji można wygodnie dotrzeć autokarem, samolotem lub własnym autem. Tu także warto jednak zwrócić uwagę, czy dany organizator dysponuje instruktorami posiadającymi oficjalne, wymagane prawem uprawnienia do prowadzenia szkoleń na terenie Francji.

Jeśli chodzi z kolei o Szwajcarię, to jest to kierunek, do którego organizuje się bardzo dużo krótkich wyjazdów typu incentive – firmowych wyjazdów motywacyjnych i wyjazdów nagrodowych, nakierowanych głównie na bardziej zamożnego klienta biznesowego.

Z drugiej strony mamy wspominane Bałkany, które stają się niezwykle interesującą alternatywą dla rodzin z dziećmi. Głównym magnesem są tam wyjątkowo korzystne ceny, które pozwalają na spędzenie świetnego urlopu w wysokim standardzie za ułamek kwoty, jaką trzeba byłoby wydać w Alpach.

Czym dojechać na stoki? Autokar rządzi we Francji, auto w Austrii

Dziennikarz: A jak wygląda kwestia transportu? Samochód, samolot czy może autokar?

Michał Starkowski: Jesteśmy największym organizatorem także pod kątem liczby wyjazdów w Alpy autokarem, więc na 95% naszych wyjazdów można się tak właśnie dostać. Transport jest bardzo dobrze zorganizowany, punktualnie, szybko i na czas. Bardzo nam na tym zależy.

Większość osób jadących do Francji wybiera właśnie autokar. Podobnie wiele osób jeździ do Włoch autokarem, ale Włochy są kierunkiem dość popularnym, jeśli chodzi o dojazd własny samochodem. Z kolei do Austrii większość klientów jeździ samochodem. My mamy też oczywiście wyjazdy autokarowe, ale zdecydowana większość narciarzy i snowboardzistów, których zobaczycie państwo w Austrii, to są osoby, które dojechały dojazdem własnym.

Jeśli chodzi o samolot, to największy sens ma to oczywiście przy przylotach do Francji i właśnie tam największy odsetek Polaków lata samolotem.