Splitboard, czyli jak zostać narciarzem pozostając snowboardzistą!

Co robić, kiedy kusi Cię stok pokryty idealnym, nietkniętym nartą białym puchem, ale nie da się na niego wjechać żadnym wyciągiem? A co, jeśli wyciągi są już zamknięte po sezonie, ale śnieg wciąż leży i wzywa? Dla narciarzy sprawa jest dość prosta – skitury. Tury dają pełną niezależność – nie wymagają wyciągów, a pozwalają zjeżdżać po trasach i poza nimi. Co jednak ze snowboardzistami, którzy na nartach nie potrafią lub nie chcą jeździć?

Splitboard

Odpowiedzią jest splitboard, czyli „przecięty na pół” snowboard, z którego po rozłączeniu powstają dwie osobne deski, takie trochę szersze narty. Do splitboardów konieczne są specjalne wiązania, które możemy montować w tryb podejścia, przyczepiając je do dwóch osobnych desek, albo w tryb zjazdowy i wtedy przymocowane są one do deski w sposób tradycyjny. Na czas podchodzenia, dokładnie tak samo, jak do turów, do splitboarda przykleja się foki, które sprawiają, że deski się nie ślizgają i umożliwiają poruszanie się pod górę. Żeby zjechać, zdejmujemy foki, spinamy deski w jedną całość, przepinamy wiązania i gotowe!

Trzy słowa o historii splitboardu

Splitboard to sprzęt stosunkowo nowy. Na początku lat 90. XX w. Brett "Kowboy" Kobernik przeciął swój snowboard na pół, przyczepił do niego wiązania skiturowe i wykombinował, jak te dwie osobne deski łączyć po zjeździe w całość. Taki prototyp splitboardu Kobernik przedstawił Markowi Wariakoisowi, właścicielowi firmy Voilé Mountain Equipment, który dostrzegł potencjał tego nowatorskiego rozwiązania i zdecydował się w nie zainwestować. Z czasem splitboardy zaczęły produkować inne firmy, takie jak Jones, Burton czy Capita. Co ciekawe, po sezonie 2020 Burton ogłosił, że splitboardy zaczęły sprzedawać się szybciej niż tradycyjne snowboardy!

SLIPBOARD

Budowa splitboardu

Tak jak pisaliśmy już wcześniej – spliboard to snowboard, który składa się z dwóch osobnych desek, a w zależności od firmy różni się tylko system ich łączenia. Deski mają zazwyczaj plastikowe klamry na nosie i tailu, dodatkowe pomniejsze metalowe zaczepy wzdłuż krawędzi, zaś głównym systemem mocującym są po prostu wiązania.

Wiązania splitboardowe przypominają te klasyczne, ale mają dwa tryby funkcjonowania. Standardem są podpiętki, działające identycznie jak te w skiturach, których używamy podczas podchodzenia po stromym zboczu.

Ważną częścią splitboardu – tą, którą umożliwia nam podchodzenie bez ślizgania się, są foki, czyli długie pasy wykonane ze specjalnego materiału, które przyklejamy od spodu do rozłożonej deski i zaczepiamy na nosie i tailu. Foki na czas zjazdu odklejamy i chowamy do plecaka, a po powrocie do domu koniecznie suszymy! :)

Dodatkowo do każdej deski można przymocować harszle, czyli takie raki, tylko do snowboardu.

Pamiętajcie też, że podczas podejścia na splicie korzystamy z kijków – najlepiej teleskopowych, składanych na trzy, które na zjazd łatwo przymocować lub włożyć do plecaka.

Ostatnia kwestia to buty. Istnieją specjalne buty do splitboardu o bardzo twardej podeszwie, do której można zamontować raki półautomatyczne, ale zwykłe, twarde buty snowboardowe jak najbardziej wystarczą.

Jak zacząć?

Zestawy splitboardowe są niestety drogie, rynek wtórny zaś dość mały, więc najlepszym rozwiązaniem, zanim zdecydujecie się na zakup, jest wypożyczenie sprzętu i przetestowanie, czy to coś dla Was. Bądź co bądź, zanim zjedziecie po świeżutkim puchu, zostawiając za sobą idealną linię, czeka Was żmudne, często męczące podejście w górę ;)

Warto też zacząć od wyjścia w góry z instruktorem albo ze znajomymi, którzy potrafią chodzić na splicie lub skiturach. Pokażą Wam, jak się poruszać. Należy stawiać posuwiste kroki, ciągnąc deski czubkiem butów, tak by ślizgały się po śniegu bez unoszenia.

Pamiętajcie też, że podejście potrafi dać w kość, więc tak jak podczas zwykłych górskich wędrówek nie należy się przegrzewać. Wchodźcie ubrani lekko i ubierzcie się dopiero na zjazd. Koniecznie zabierzcie ze sobą dwie pary rękawiczek – cienkie na podejście i typowe rękawice narciarskie na potem – podczas podchodzenia ręce bardzo się rozgrzewają i pocą, a w mroźne dni wilgotne rękawiczki potrafią być wyjątkowo nieprzyjemne. To samo dotyczy czapki – jedna na podejście (często wystarczy sama opaska lub buff), druga, ciepła, na czas montowania splita. Na sam zjazd – wiadomo – kask!

Samo zjeżdżanie to już czysta przyjemność. Kiedyś splitboardy były dużo cięższe niż tradycyjne snowboardy, ale dziś to taki sam fun!

Podsumowując: jeżeli jeździsz na desce, uwielbiasz freeride i niekoniecznie stać Cię na heliskiing, to splitboard może być super pomysłem. Jeżeli zaś do tego lubisz podchodzić i górskie wyrypy są dla Ciebie najlepszym sposobem na spędzenie wakacji, to pokochasz go na pewno. Split daje cudowne poczucie wolności i umożliwia chodzenie i zjazdy po terenach, na które czasem w ogóle nie da się dostać wyciągiem, a samo podchodzenie to dobry trening i świetny czas na rozmowy z towarzyszami (nie)doli. Spróbujecie?

baner-zimno-2

Przeglądaj wyjazdy
w sezonie 2023/2024

Szukaj wyjazdu